14. grudnia na ekrany amerykańskich kin wchodzi „Przemytnik” („The Mule”), najnowszy film w reżyserii Clinta Eastwooda a zarazem aktorski powrót na wielki ekran. 88-letni filmowiec nie zwalnia tempa. To już druga premiera jego filmu w tym roku po thrillerze „15:17 do Paryża”, który cieszył się umiarkowanym zainteresowaniem. Teraz może być inaczej. Zamiast naturszczyków Eastwood sam występuje przed kamerą, a fabuła wpisuje się w popularną falę produkcji o tematyce karteli narkotykowych jak: „Barry Seal: Król przemytu”, „Kokainowa matka chrzestna”, „Sicario” seriale „Królowa Południa” czy „Narcos”. Polska premiera „Przemytnika” zapowiadana jest na 15 marca 2019.
Clint Eastwood to żywa legenda kina. Gdy w 1967 roku zyskał sławę występami w spaghetti-westernach trafił aż na 17 lat z rzędu do dziesiątki najbardziej kasowych gwiazd. Sam od początku kariery był bardziej zainteresowany pracą po drugiej stronie kamery i z czasem reżyserowanie przesłoniło jego aktorskie dokonania. Niewielu twórców w tym wieku wciąż trzyma poziom, a rekordowe wpływy z „Gran Torino” i „Snajpera” potwierdzają jego kunszt. I choć nie wszystkie z jego dokonań zyskują uznanie, to im więcej ich kręci, tym większa szansa na perełkę. Szczególnie, że skłonność do eksperymentowania z gatunkami i tematami tabu sprawiają, że jego twórczość zaskakuje niekiedy najzagorzalszych fanów. Ostatni okres jego kariery cechują zdecydowanie historie oparte na faktach.
Dla przypomnienia, fabuły wielu z jego filmów były inspirowane autentycznymi wydarzeniami. Sędzia Fenton z westernu „Powieście go wysoko” to postać bazująca na realnym sędzim Parkerze z Fortu Smith w Arkansas (w filmie Fort Grant). Snajpera z „Brudnego Harry’ego” oparto na postaci Zodiaka szerzącego terror w San Francisco a wzorcem dla tytułowej postaci był prowadzący śledztwo detektyw Dave Toschi. W „Sile Magnum” policyjny oddział samozwańczych katów był inspirowany brazylijskimi Szwadronami Śmierci a w „Egzekutorze” pojawiła się grupa terrorystyczna wzorowana na Symbionicznej Armii Wyzwolenia (SLA). Pewne wydarzenia historyczne również grały kluczową rolę w jego filmach. „Wzgórze złamanych serc” ukazywało elementy amerykańskiej inwazji na Grenadę. Z kolei intryga thrillera „Na linii ognia” sięga w retrospekcji do zabójstwa JFK a akcja „Doskonałego świata” rozgrywa się w Teksasie na krótko przed tym zamachem. Przyjrzyjmy się bardziej szczegółowo fascynacji realizmem w filmowym dorobku Eastwooda.
od
podróbek do przeróbek, od taśmy filmowej do cyfrowych narzędzi
Parafrazując Zdzisława Maklakiewicza z „Rejsu”, najbardziej
podobają nam się te filmy, które już gdzieś widzieliśmy. Żadna historia nie
jest oryginalna, bo bazuje na znanych schematach. Jak twierdzi guru
scenariopisarstwa Raymond G. Frensham, istnieje tylko 8 podstawowych typów
historii, skąd biorą swój początek wszystkie inne (są to: Achilles, Kandyd, Kirke,
Tristan, Kopciuszek, Faust, Orfeusz, Romeo i Julia). Przeglądając repertuar kin
dziś można być tego jeszcze bardziej pewnym – aż 75% procent premier to
sequele, remaki, rebooty lub adaptacje. To znacznie ogranicza świeżość wrażeń
widowni, bo z grubsza wiadomo czego się spodziewać. Ulubieni bohaterowie, znani
aktorzy, te same historie opowiedziane na nowo – sprawdzona formuła pozwala
studiom oszczędzić miliony na marketingu, bo istnieje już grupa wielbicieli
wyczekująca kontynuacji. Nic dziwnego, że niektórzy filmowcy żerują na
sukcesach innych, byle tylko ugryźć kawałek z tego torta. Picasso mawiał, że plagiat
to kopia czyjegoś dzieła, ale kradzież od wielu to już kreatywność. Zobaczmy
jak w ślad remaków, sequeli, previsów i wersji reżyserskich (tematy te poruszyłem
we wcześniejszych felietonach) wpisuje się idea remixu.
Wszystko jest remixem. Nawet tak wpływowe – i wydawać by się
mogło oryginalne – dzieło jak „Matrix” powstał jako zlepek wątków z różnych
filmów rozrywkowych („Ghost in the shell”, „Akira”, „Fist of Legend” – zresztą remake
„Wściekłych pięści”), w którego scenariusz wpleciono idee z różnych religii i
filozofii m.in. Zhunagzi, Platona, Kanta, „Alicji z Krainy Czarów”. Twórca wideo-esejów
Kirby Ferguson stworzył materiał „Everything is a remix”, w którym na dzielonym
ekranie zestawił poszczególne ujęcia z „Matrixa”, oraz odpowiadające im pod
względem kadru, ruchu i kompozycji sceny z filmów, które posłużyły za
inspirację. Zestawienie tych źródeł inspiracji mogłoby posłużyć nawet za
previs, czyli brudnopis list ujęć. Ferguson wyprodukował kilka esejów o
tematyce remixu a na słynnej konferencji TED wygłosił mowę dowodząc, że
kreatywność również jest remixem, nie tylko w świecie kultury ale również nauki
i techniki. Nic nie istnieje w oderwaniu od przeszłych dokonań.
[artykuł nieopublikowany,
rozszerzony po trzech latach od napisania]. Początkowo miał to być jeden ze
standardowych felietonów a jednocześnie kontynuacja wątków o różnych wariantach
filmów: remakach, previsach i sequelach. W trakcie jego pisania wydawca
zawiesił działalność, więc tekst trafił do szuflady. Natomiast teraz nie będąc
ograniczonym formatem jednej kartki przypadającej na felieton przerobiłem jego szkic
na dłuższy artykuł. Większość wspomnianych niżej tytułów w różnych odmianach na
potrzeby tego materiału specjalnie obejrzałem. Treść oryginalną z 2013 roku
pogrubiłem - jak widać, jest to znacznie rozszerzona wersja pierwotnie
krótkiego tekstu. Zgodnie zatem z poruszaną tematyką.
W sklepach z płytami DVD coraz częściej jesteśmy
bombardowani ofertami różnorakich wersji mega-produkcji, które zdążyły już
zarobić bajońskie sumy pieniędzy w czasie kinowej dystrybucji. I tak do wyboru
mamy rozszerzone wersje trylogii „Władcy pierścienia”, wszystkich części
„Harry’ego Pottera”, ale też różne warianty „Avatara”: 2D, 3D, wersja rozszerzona…
Specjalnych edycji doczekały się szczególnie dzieła Jamesa Camerona i Ridleya
Scotta. W całym gąszczu marketingowego naciągania natrafić można jednak na parę
interesujących historii filmowego rzemiosła.
James Cameron montując swój hit „Terminator
2: Dzień Gniewu“ stanął przed nie lada wyzwaniem. Film zawierający wszystkie
niezbędne sceny wciąż był zbyt długi. Pomysłowy reżyser postanowił wykonać
eksperyment i z każdej sekundy wyciąć jedną klatkę, co pozwoliłoby fizycznie skrócić
cały film, przy czym zmiany nie byłyby zauważalne gołym okiem. Przynajmniej w
teorii. Montażyści spojrzeli na niego jak na wariata. Ale podjęli wyzwanie, bo
nikt tego wcześniej nie robił. Niestety kiedy Cameron zobaczył pierwsze próbki
przekonał się, że obraz skacze, pojawiły się zgrzyty i cięcia w niewłaściwych
miejscach. Chcąc nie chcąc musiał powrócić do oryginalnej wersji i usunąć niektóre
sceny w całej długości, a nie tylko klatki. Trafiły one z powrotem do filmu
dopiero przy okazji wydania wersji reżyserskiej na dysku laserowym, a potem na
DVD.
Również Luc Besson wyciął co
drastyczniejsze sceny z „Leona Zawodowca” w odniesieniu do reakcji widowni z
próbnego pokazu w Los Angeles. Film, nota bene, był zainspirowany jednym z
zabójców z filmu „Nikita” granym przez Jeana Reno. Dzięki cięciom „Leon” zyskał
niższą kategorię wiekową i mógł zdobyć znacznie większą oglądalność. Co
ciekawe, to tą właśnie wersję Besson uważa za reżyserską. Z kolei bogatsza o 25
minut scen dotyczących relacji głównego bohatera z Matyldą zyskała miano „Version
Intégrale”. Tu położono nacisk na wątek miłosny między Matyldą a Leonem, oraz
na trening Matyldy, czyli naukę zabijania. Oba filmy – „Terminator” i „Leon” –
mają znacznie głębszą wymowę poprzez niuanse obecne właśnie w wersji
reżyserskiej. Jednak skrócone na potrzeby rynku wcale nie tracą na jakości, co
potwierdziły nie tylko wyniki kasowe ale i rankingi najlepszych filmów akcji
wszechczasów.
Szukając perełek w amerykańskich
sklepach wideo i DVD nie dajmy się nabrać na różnice w metrażu, gdyż filmy są
nagrywane w formacie NTSC. Jak wiadomo, popularny w Europie system PAL ma 25
klatek na sekundę, natomiast NTSC aż 29,97. Zatem filmy europejskie są odtwarzane
o 4% szybciej z powodów technologicznych. To dlatego trwający 100 minut film w
formacie NTSC może stracić aż 4 minuty w wersji PAL. Podobno amerykańskie
stacje ostatnio przyśpieszyły nieco emitowane przez siebie filmy, byle tylko
zmieścić więcej reklam w ciągu każdej godziny. Zmiana na gołe oko
niedostrzegalna, jednak na okładce DVD, zwłaszcza w przypadku dłuższych
produkcji, może zastanawiać czy nie mamy do czynienia z wersją reżyserską.
W zeszłym roku premierę miało 41 polskich filmów. Nasze kino ma się coraz lepiej a Polacy znów zaznaczyli w Berlinie swoją obecność. W tym roku Srebrnego Niedźwiedzia za najlepszy scenariusz zdobył Tomasz Wasilewski za „Zjednoczone Stany Miłości”. I nie był to jedyny polski film na Berlinale. W końcu geograficznie najbliższym Berlinowi krajem jest Polska. Nasi filmowcy zdobyli w całej historii festiwalu ponad dwadzieścia nagród i wyróżnień. Rachuba jednak nie jest prosta, bo nierzadko skazani na migrację, kręcili swe filmy pod obcymi banderami.
Urodzony w Paryżu enfant terrible światowego kina Roman Polański zasłużył się tym, że jego debiutancki „Nóż w wodzie” stał się pierwszym polskim filmem nominowanym do Oskara. Dopiero pół wieku później żyjący na emigracji Paweł Pawlikowski zdobył pierwszą w historii statuetkę dla Polski. Zniechęcony perypetiami życia w PRL-u Polański wyemigrował wpierw do Francji, następnie do Anglii. W swingującym Londynie nakręcił „Wstręt”, ucząc się języka podczas zdjęć. Brytyjski film zdobył w Berlinie Nadzwyczajną Nagrodę Jury. Rok później za „Matnię” reżyser otrzymał już najwyższe wyróżnienie – Złotego Niedźwiedzia. Podczas tej samej edycji festiwalu za najlepszy krótki film nagroda przypadła żyjącemu we Francji Walerianowi Borowczykowi za „Rozalie”.
Przywykliśmy w Polsce wychwalać bohaterów, którzy oddając życie dla idei ponieśli klęskę, ale zwyciężyli moralnie. Tłamszeni kołem propagandy dopiero od niedawna zaczynamy odkrywać tożsamość narodową a martyrologia stopniowo zanika z narracji. Natomiast o tym, jak należy interpretować przeszłe wydarzenia coraz częściej decydują duże pieniądze.
4. marca do kin trafia długo wyczekiwana produkcja. „Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać” to opowieść o losach Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. „Rój”, który aż do 1951 roku stawiał opór sowietyzacji Polski. Prowadził akcje zbrojne przeciw komunistom, sprzeciwiał się sfałszowaniu wyborów i zalegalizowaniu ich reżimu. Dla niego wojna nie zakończyła się wraz z kapitulacją III Rzeszy, gdyż równolegle trwał okres represji dla działaczy niepodległościowych. Polskie podziemie zwalczano pod pozorem walki z dywersją niemieckiego Werwolfu, którego akcje w propagandzie celowo wyolbrzymiano.
The icon of independent filmmaking doesn't slow down efforts for popularizing the craft. Maverick director Robert Rodriguez always shared his knowledge with others. And he is a keen student too. The newest example of this approach is his "Director's Chair" on El Rey Network - interviews with the most rebellious filmmakers on the planet.
Beside producing a fistful of 10-Minute-Film-School videos Rodriguez penned two books in the early nineties. These were the famed "Rebel without a Crew" - his journal from the time of filming "El Mariachi", which catapulted him to Hollywood. The second book titled "Roadracers: The Making of a Degenerate Hot Rod Flick" dealt with his less known first Hollywood picture starring Salma Hayek and David Arquette.
6. listopada polska premiera „SPECTRE”, czyli 24. odsłony przygód najsłynniejszego tajnego agenta. Poprzedni film o Bondzie pobił rekordy oglądalności zarabiając ponad miliard dolarów. Oczekiwania związane ze „SPECTRE” są więc tym większe. Szczególnie, że po pięćdziesięciu latach walk o prawa do wizerunku WIDMA na ekran powraciła najbardziej zbrodnicza organizacja na świecie (i nie tylko!).
W 1958 roku podczas podwodnych wypraw na wyspach Bahama Ivar Bryce zapoznał Kevina McClory z Ianem Flemingiem. McClory miał opinię obiecującego filmowca. Zależało mu na nakręceniu filmu przygodowego, w którym mógłby wykorzystać urok Bahamów, szczególnie w scenach podwodnych. Wkrótce pojawił się zarys fabuły autorstwa zaprzyjaźnionego Ivara Bryce’a, który gotów był zainwestować własne pieniądze w produkcję. W trakcie prac dołączył do nich Jack Wittingham a także inny przyjaciel Fleminga, prawnik Ernie Cuneo, który wspomagał go wcześniej pomysłami przy pisaniu „Goldfingera”. Cała piątka stworzyła nieformalną grupę Xanadu Productions, której celem było przeniesienie Jamesa Bonda na kinowy ekran. McClory zaproponował przedstawienie podwodnego świata oraz stworzenia geniusza zbrodni. Początkowo organizacją, z którą walczył Bond byli Rosjanie, następnie sycylisjka mafia, a w końcu syndykat składający się z różnych odszczepieńców o nazwie WIDMO. Scenariusz, w którym pojawił się Ernst Stavro Blofeld oraz WIDMO, powstał w trakcie dziesięciomiesięcznego okresu.