Szukaj na tym blogu

środa, 5 października 2011

DV: Opowiadanie poprzez obraz

Mówi się, że papier zniesie wszystko. W scenariuszu można pisać niestworzone historie o zatonięciu Titanica, o dinozaurach, kosmitach czy piratach. Problem się pojawia, kiedy trzeba później przenieść wszystko na ekran i zmieścić się w zawsze zbyt niskim budżecie.

Oczywiście im więcej fantastycznych zjawisk w filmie tym większa jego wartość (tzw. production value), która nie musi być proporcjonalna do poniesionych nakładów finansowych. Pościgi, wybuchy, sceny z udziałem statystów – to wszystko dodaje filmowi splendoru. Nauczeni z telewizyjnych reportaży widzowie potrafią ocenić, czy film jest drogą hollywoodzką produkcją, czy skromną telewizyjną podróbką. Pieniądze zainwestowane w produkcję powinny być widoczne na ekranie. Na filmy z serii przygód Jamesa Bonda chodzi się w końcu po to, żeby podziwiać egzotyczne zakątki świata, najdroższe samochody, największe eksplozje i najpiękniejsze kobiety. Są jednak proste metody jak podnieść nasze „production value”, by film zamiast wyglądać jak wspomnienie z wesela, sprawiał wrażenie pół-profesjonalnego majstersztyku. O tym zadecydują świadomie zaplanowane zdjęcia. (Elementy wzbogacające produkcję takie jak lokacje, rekwizyty czy scenografia omówimy w kolejnym artykule).

niedziela, 4 września 2011

DV: Przygotowanie produkcji

Zdjęcia do filmu można rozpocząć od ręki jedynie na bazie scenariusza (niektórzy twierdzą, że nawet scenariusz nie jest potrzebny), ale znacznie lepsze rezultaty przyniesie nam staranne zaplanowanie produkcji. Dysponując ostateczną wersją scenariusza możemy przystąpić do „rozbijania” go (od angielskiego breakdown) na czynniki pierwsze. Dzięki temu i w oparciu o dostępność aktorów i członków ekipy będziemy mogli przygotować harmonogram zdjęć.

Natomiast zanim jeszcze zaczniemy zbierać pieniądze na produkcję warto rozreklamować projekt: wśród znajomych, w środowisku branżowym, w mediach społecznościowych. Im głośniej będzie o filmie tym lepiej dla znalezienia sponsorów, a włączając do filmu jakieś głośne wydarzenie lub znaną osobistość zapewniamy prasie dobry punkt zaczepienia.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Świat. Nowy i wspaniały.

Wsiadam sobie rano do autobusu jakby nigdy nic i zajmuję moje stałe miejsce. Tym razem jest zajęte, więc siadam obok. Chłopak, całkiem młody, czyta jakiś dziennik. Patrzę na prawo, inny facet też czyta jakąś aktualną gazetę z dzisiejszego dnia. A ja wyjmuję książkę wydaną w latach trzydziestych i zamiast w gorących tematach naszej stolicy pogrążam się w zupełnie innym kraju i czasie akcji. Na dworcu kolejowym pasażerowie oglądają nadawane na okrągło fakty w tvn24, kierowcy autobusów słuchają radia a taksówkarze na postoju oglądają telewizję na swych mini-telewizorkach.

środa, 27 lipca 2011

Wirtualne urwanie glowy

Zaczynam rano dzień zwyczajowo od… nie - nie od kawy, papierosa czy porannej gimnastyki. Podobnie jak wielu z was zaczynam od włączenia komputera. Oczywiście pod warunkiem, że go w ogóle wyłączałem na noc – znam informatyków, którzy nie mogą spać bez przyjemnego dźwięku buczenia wiatraczka. Niekoniecznie komputer musi wtedy pracować nad renderowaniem grafiki, czy ściąganiem filmów z sieci – teraz to się odbywa w ciągu parunastu minut. Chodzi o sam fakt pozostawania w zażyłości z „rzeczą”, z którą spędzamy najwięcej czasu (jeden grafik z Los Angeles mówił mi, że ma limity na używanie komputera w domu, bo żona jest zazdrosna).

sobota, 2 lipca 2011

DV: Wywiady do filmu

Nagranie wywiadu do reportażu czy filmu dokumentalnego zdaje się być prostą czynnością. Trzeba zjawić się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze z mikrofonem i kamerą oraz włączyć nagrywanie. W dużym skrócie to się zgadza, ale żeby nagranie poszło sprawnie a materiał nadawał się później do emisji, musimy się wcześniej odpowiednio przygotować. I chodzi nie tylko o zapasową baterię i kartę pamięci.

Larry Grobel, wykładowca sztuki wywiadu z Los Angeles mówi: Jeśli chcesz przeprowadzić dobry wywiad, musisz wykazać się mnóstwem różnych umiejętności: musisz gawędzić jak gospodarz programu telewizyjnego, myśleć jak pisarz, wychwytywać podteksty jak psychiatra, mieć słuch jak muzyk, wybierać co lepsze kawałki jak redaktor i umieć odpowiednio je zestawić, jak dramaturg.

wtorek, 28 czerwca 2011

Autor i jego autorstwo w filmie

Od dłuższego czasu fascynuje mnie postrzeganie przez krytyków reżyserów filmowych jako autorów (od franc. auteur). Zaczęło się to oczywiście we Francji w latach pięćdziesiątych kiedy krytycy z Cahiers du Cinema zachwycili się amerykańskimi dziełami Johna Forda, Howarda Hawksa i Johna Hustona, których nie dane im było oglądać z powodu wojny. Uważali oni reżysera za siłę sprawczą dzieła, dopatrując się w każdym szczególe filmu ingerencji reżysera i próbując je przełożyć na symbolikę. Większość tych teorii jest przekonywująca i zgodna z zamierzeniami twórcy, ale niektóre wydają się być wyssane z palca i mogą powodować lekki uśmieszek. Tak jak nie lubię, kiedy krytycy zrównują jakiś film z ziemią, tak samo drażni mnie, kiedy chwalą autora filmu za rzeczy, które albo wcale nie są jego zasługą, albo udały się przypadkiem, albo też została do nich dorobiona na siłę ideologia.

sobota, 4 czerwca 2011

DV: Dokumentując życie

15 maja w Warszawie zakończyła się ósma już edycja festiwalu filmów dokumentalnych Planete Doc Review. Ta forma filmowa od kilku lat przeżywa swój renesans a coraz więcej filmowców pracuje przy dokumentach lub do swych fabuł wprowadza dokumentalną stylistykę. Oliver Stone zrealizował film o Fidelu Castro „Comandante”, a później również „South of the border” o lewicowych latynoskich prezydentach. Andrzej Wajda dostał nagrodę za innowacyjność na festiwalu w Berlinie za film „Tatarak”, gdzie użył zdjęć z planu filmowego ukazując tzw. czwartą ścianę (czyli to, co się znajduje poza kadrem). Filmy takie jak „Fahrenheit 9/11” czy „Zabawy z bronią” cieszyły się olbrzymią frekwencją w kinach, a polski dokument Bartka Konopki „Królik po berlińsku” zyskał nominację do Oskara.

Kamera może wnieść więcej zniszczeń niż karabin - bądź odpowiedzialny

Odpowiedzialność
Przystępując do pracy przy filmie dokumentalnym podejmujemy wyzwanie, które wymaga od nas więcej intelektualnego i fizycznego wysiłku niż praca przy fabule. Jeśli znamy ciekawą postać, którą warto byłoby uwiecznić w filmie dokumentalnym, trzeba znaleźć temat, który najlepiej by ją charakteryzował. Często bywa to jego zawód, hobby, miejsce zamieszkania lub jakiś szczególny talent. Jest to droga od szczegółu (bohatera) do ogółu (tematu). Im bardziej wyróżniający się człowiek, tym bardziej będzie interesujący dla widzów. A jeśli dodamy do tego jego otoczenie, zyskujemy portret rzeczywistości na podstawie wycinka. Mój znajomy kręcił kiedyś film o górniku, który dzięki odprawie po zamknięciu kopalni postanowił wyjechać do Indii, żeby spotkać Dalajlamę. Oczywiście im bardziej aktualny temat, tym lepiej dla naszego dzieła. Drugie podejście zakłada, że wiemy o czym chcemy nakręcić film i potrzebujemy znaleźć odpowiednie osoby, które najlepiej ten temat podkreślą. Może to być kryzys finansowy, olimpiada niepełnosprawnych, albo życie w bazie naukowej na Antarktydzie. Ważne, by wybrać odpowiednie osoby, które najlepiej opowiedzą daną historię. Im bardziej różniący się od siebie, tym lepiej.