Szukaj na tym blogu

wtorek, 2 grudnia 2025

Przyszły Bond w Erze Algorytmów

W 2025 roku prawa do bondowskiej serii trafiły do Amazon MGM Studios. Tymczasem na Amazonie ukazała się moja książka w anglojęzycznej, rozszerzonej wersji . Z tej okazji pokusiłem się o nakreślenie prognozy przyszłości agenta 007 w nowej rzeczywistości.

Era Daniela Craiga była odpowiedzią na świat po zamachach z 11 września, czyli świat asymetrycznej wojny z terrorem, wewnętrznej zdrady i moralnej niejednoznaczności. Jednak ten świat również odchodzi już do przeszłości. Nowy James Bond, ktokolwiek nim zostanie, wejdzie na geopolityczną szachownicę o zupełnie nowych zasadach, na której jego starzy wrogowie wydają się niemal sentymentalnym wspomnieniem. Kryzys zaufania do zachodnich instytucji, którego kulminacją był Brexit i wybory w USA w 2016 roku, pokazał, że wróg nie musi już przychodzić z zewnątrz. Może narodzić się wewnątrz, podsycany przez algorytmy i dezinformację. W tej nowej architekturze zagrożeń, nowa broń to nie satelita z laserem, lecz algorytm, który jest w stanie „przewidzieć intencje, pragnienia i zrozumieć kontekst”, by manipulować jednostkami i całymi społeczeństwami w sposób, przy którym afera Cambridge Analytica z 2018 roku wygląda jak amatorski eksperyment.

Nowy 007 stanie w obliczu potężnych, przenikających się sił, które na nowo zdefiniują naturę globalnego zagrożenia. Pierwszą z nich jest powrót rywalizacji między mocarstwami, określany jako „Druga Zimna Wojna”. Stara oś podziału na lewicę i prawicę zanikła, a jej miejsce zajęło starcie między autokracją a demokracją. Na tej nowej szachownicy Chiny stały się starszym partnerem, a Rosja młodszym. Ten konflikt toczy się na zupełnie nowym polu bitwy: globalnej współzależności ekonomicznej, w której walka toczy się o kontrolę nad infrastrukturą, finansami i, przede wszystkim, sieciami cyfrowymi. W tym starciu, miejsce głowicy nuklearnej może zająć walizka z najnowszymi chipami AI od firmy Nvidia, objętymi przez USA embargiem, by spowolnić rozwój chińskiej sztucznej inteligencji i modernizacji armii.

piątek, 14 grudnia 2018

Clint Eastwood. Żywa legenda i prawdziwe historie


14. grudnia na ekrany amerykańskich kin wchodzi „Przemytnik” („The Mule”), najnowszy film w reżyserii Clinta Eastwooda a zarazem aktorski powrót na wielki ekran. 88-letni filmowiec nie zwalnia tempa. To już druga premiera jego filmu w tym roku po thrillerze „15:17 do Paryża”, który cieszył się umiarkowanym zainteresowaniem. Teraz może być inaczej. Zamiast naturszczyków Eastwood sam występuje przed kamerą, a fabuła wpisuje się w popularną falę produkcji o tematyce karteli narkotykowych jak: „Barry Seal: Król przemytu”, „Kokainowa matka chrzestna”, „Sicario” seriale „Królowa Południa” czy „Narcos”. Polska premiera „Przemytnika” zapowiadana jest na 15 marca 2019.

Clint Eastwood to żywa legenda kina. Gdy w 1967 roku zyskał sławę występami w spaghetti-westernach trafił aż na 17 lat z rzędu do dziesiątki najbardziej kasowych gwiazd. Sam od początku kariery był bardziej zainteresowany pracą po drugiej stronie kamery i z czasem reżyserowanie przesłoniło jego aktorskie dokonania. Niewielu twórców w tym wieku wciąż trzyma poziom, a rekordowe wpływy z „Gran Torino” i „Snajpera” potwierdzają jego kunszt. I choć nie wszystkie z jego dokonań zyskują uznanie, to im więcej ich kręci, tym większa szansa na perełkę. Szczególnie, że skłonność do eksperymentowania z gatunkami i tematami tabu sprawiają, że jego twórczość zaskakuje niekiedy najzagorzalszych fanów. Ostatni okres jego kariery cechują zdecydowanie historie oparte na faktach.

Dla przypomnienia, fabuły wielu z jego filmów były inspirowane autentycznymi wydarzeniami. Sędzia Fenton z westernu „Powieście go wysoko” to postać bazująca na realnym sędzim Parkerze z Fortu Smith w Arkansas (w filmie Fort Grant). Snajpera z „Brudnego Harry’ego” oparto na postaci Zodiaka szerzącego terror w San Francisco a wzorcem dla tytułowej postaci był prowadzący śledztwo detektyw Dave Toschi. W „Sile Magnum” policyjny oddział samozwańczych katów był inspirowany brazylijskimi Szwadronami Śmierci a w „Egzekutorze” pojawiła się grupa terrorystyczna wzorowana na Symbionicznej Armii Wyzwolenia (SLA). Pewne wydarzenia historyczne również grały kluczową rolę w jego filmach. „Wzgórze złamanych serc” ukazywało elementy amerykańskiej inwazji na Grenadę. Z kolei intryga thrillera „Na linii ognia” sięga w retrospekcji do zabójstwa JFK a akcja „Doskonałego świata” rozgrywa się w Teksasie na krótko przed tym zamachem. Przyjrzyjmy się bardziej szczegółowo fascynacji realizmem w filmowym dorobku Eastwooda.

niedziela, 26 listopada 2017

Sztuka remiksu

od podróbek do przeróbek, od taśmy filmowej do cyfrowych narzędzi


Parafrazując Zdzisława Maklakiewicza z „Rejsu”, najbardziej podobają nam się te filmy, które już gdzieś widzieliśmy. Żadna historia nie jest oryginalna, bo bazuje na znanych schematach. Jak twierdzi guru scenariopisarstwa Raymond G. Frensham, istnieje tylko 8 podstawowych typów historii, skąd biorą swój początek wszystkie inne (są to: Achilles, Kandyd, Kirke, Tristan, Kopciuszek, Faust, Orfeusz, Romeo i Julia). Przeglądając repertuar kin dziś można być tego jeszcze bardziej pewnym – aż 75% procent premier to sequele, remaki, rebooty lub adaptacje. To znacznie ogranicza świeżość wrażeń widowni, bo z grubsza wiadomo czego się spodziewać. Ulubieni bohaterowie, znani aktorzy, te same historie opowiedziane na nowo – sprawdzona formuła pozwala studiom oszczędzić miliony na marketingu, bo istnieje już grupa wielbicieli wyczekująca kontynuacji. Nic dziwnego, że niektórzy filmowcy żerują na sukcesach innych, byle tylko ugryźć kawałek z tego torta. Picasso mawiał, że plagiat to kopia czyjegoś dzieła, ale kradzież od wielu to już kreatywność. Zobaczmy jak w ślad remaków, sequeli, previsów i wersji reżyserskich (tematy te poruszyłem we wcześniejszych felietonach) wpisuje się idea remixu.
    Wszystko jest remixem. Nawet tak wpływowe – i wydawać by się mogło oryginalne – dzieło jak „Matrix” powstał jako zlepek wątków z różnych filmów rozrywkowych („Ghost in the shell”, „Akira”, „Fist of Legend” – zresztą remake „Wściekłych pięści”), w którego scenariusz wpleciono idee z różnych religii i filozofii m.in. Zhunagzi, Platona, Kanta, „Alicji z Krainy Czarów”. Twórca wideo-esejów Kirby Ferguson stworzył materiał „Everything is a remix”, w którym na dzielonym ekranie zestawił poszczególne ujęcia z „Matrixa”, oraz odpowiadające im pod względem kadru, ruchu i kompozycji sceny z filmów, które posłużyły za inspirację. Zestawienie tych źródeł inspiracji mogłoby posłużyć nawet za previs, czyli brudnopis list ujęć. Ferguson wyprodukował kilka esejów o tematyce remixu a na słynnej konferencji TED wygłosił mowę dowodząc, że kreatywność również jest remixem, nie tylko w świecie kultury ale również nauki i techniki. Nic nie istnieje w oderwaniu od przeszłych dokonań.

sobota, 29 kwietnia 2017

Wersja bardziej reżyserska

2013-10-08 / 2017-04-29

[artykuł nieopublikowany, rozszerzony po trzech latach od napisania]. Początkowo miał to być jeden ze standardowych felietonów a jednocześnie kontynuacja wątków o różnych wariantach filmów: remakach, previsach i sequelach. W trakcie jego pisania wydawca zawiesił działalność, więc tekst trafił do szuflady. Natomiast teraz nie będąc ograniczonym formatem jednej kartki przypadającej na felieton przerobiłem jego szkic na dłuższy artykuł. Większość wspomnianych niżej tytułów w różnych odmianach na potrzeby tego materiału specjalnie obejrzałem. Treść oryginalną z 2013 roku pogrubiłem - jak widać, jest to znacznie rozszerzona wersja pierwotnie krótkiego tekstu. Zgodnie zatem z poruszaną tematyką.

W sklepach z płytami DVD coraz częściej jesteśmy bombardowani ofertami różnorakich wersji mega-produkcji, które zdążyły już zarobić bajońskie sumy pieniędzy w czasie kinowej dystrybucji. I tak do wyboru mamy rozszerzone wersje trylogii „Władcy pierścienia”, wszystkich części „Harry’ego Pottera”, ale też różne warianty „Avatara”: 2D, 3D, wersja rozszerzona… Specjalnych edycji doczekały się szczególnie dzieła Jamesa Camerona i Ridleya Scotta. W całym gąszczu marketingowego naciągania natrafić można jednak na parę interesujących historii filmowego rzemiosła.
James Cameron montując swój hit „Terminator 2: Dzień Gniewu“ stanął przed nie lada wyzwaniem. Film zawierający wszystkie niezbędne sceny wciąż był zbyt długi. Pomysłowy reżyser postanowił wykonać eksperyment i z każdej sekundy wyciąć jedną klatkę, co pozwoliłoby fizycznie skrócić cały film, przy czym zmiany nie byłyby zauważalne gołym okiem. Przynajmniej w teorii. Montażyści spojrzeli na niego jak na wariata. Ale podjęli wyzwanie, bo nikt tego wcześniej nie robił. Niestety kiedy Cameron zobaczył pierwsze próbki przekonał się, że obraz skacze, pojawiły się zgrzyty i cięcia w niewłaściwych miejscach. Chcąc nie chcąc musiał powrócić do oryginalnej wersji i usunąć niektóre sceny w całej długości, a nie tylko klatki. Trafiły one z powrotem do filmu dopiero przy okazji wydania wersji reżyserskiej na dysku laserowym, a potem na DVD.
Również Luc Besson wyciął co drastyczniejsze sceny z „Leona Zawodowca” w odniesieniu do reakcji widowni z próbnego pokazu w Los Angeles. Film, nota bene, był zainspirowany jednym z zabójców z filmu „Nikita” granym przez Jeana Reno. Dzięki cięciom „Leon” zyskał niższą kategorię wiekową i mógł zdobyć znacznie większą oglądalność. Co ciekawe, to tą właśnie wersję Besson uważa za reżyserską. Z kolei bogatsza o 25 minut scen dotyczących relacji głównego bohatera z Matyldą zyskała miano „Version Intégrale”. Tu położono nacisk na wątek miłosny między Matyldą a Leonem, oraz na trening Matyldy, czyli naukę zabijania. Oba filmy – „Terminator” i „Leon” – mają znacznie głębszą wymowę poprzez niuanse obecne właśnie w wersji reżyserskiej. Jednak skrócone na potrzeby rynku wcale nie tracą na jakości, co potwierdziły nie tylko wyniki kasowe ale i rankingi najlepszych filmów akcji wszechczasów.


Szukając perełek w amerykańskich sklepach wideo i DVD nie dajmy się nabrać na różnice w metrażu, gdyż filmy są nagrywane w formacie NTSC. Jak wiadomo, popularny w Europie system PAL ma 25 klatek na sekundę, natomiast NTSC aż 29,97. Zatem filmy europejskie są odtwarzane o 4% szybciej z powodów technologicznych. To dlatego trwający 100 minut film w formacie NTSC może stracić aż 4 minuty w wersji PAL. Podobno amerykańskie stacje ostatnio przyśpieszyły nieco emitowane przez siebie filmy, byle tylko zmieścić więcej reklam w ciągu każdej godziny. Zmiana na gołe oko niedostrzegalna, jednak na okładce DVD, zwłaszcza w przypadku dłuższych produkcji, może zastanawiać czy nie mamy do czynienia z wersją reżyserską.

środa, 2 marca 2016

Od emigracji do koprodukcji – Polacy a Berlinale

W zeszłym roku premierę miało 41 polskich filmów. Nasze kino ma się coraz lepiej a Polacy znów zaznaczyli w Berlinie swoją obecność. W tym roku Srebrnego Niedźwiedzia za najlepszy scenariusz zdobył Tomasz Wasilewski za „Zjednoczone Stany Miłości”. I nie był to jedyny polski film na Berlinale. W końcu geograficznie najbliższym Berlinowi krajem jest Polska. Nasi filmowcy zdobyli w całej historii festiwalu ponad dwadzieścia nagród i wyróżnień. Rachuba jednak nie jest prosta, bo nierzadko skazani na migrację, kręcili swe filmy pod obcymi banderami.

Urodzony w Paryżu enfant terrible światowego kina Roman Polański zasłużył się tym, że jego debiutancki „Nóż w wodzie” stał się pierwszym polskim filmem nominowanym do Oskara. Dopiero pół wieku później żyjący na emigracji Paweł Pawlikowski zdobył pierwszą w historii statuetkę dla Polski. Zniechęcony perypetiami życia w PRL-u Polański wyemigrował wpierw do Francji, następnie do Anglii. W swingującym Londynie nakręcił „Wstręt”, ucząc się języka podczas zdjęć. Brytyjski film zdobył w Berlinie Nadzwyczajną Nagrodę Jury. Rok później za „Matnię” reżyser otrzymał już najwyższe wyróżnienie – Złotego Niedźwiedzia. Podczas tej samej edycji festiwalu za najlepszy krótki film nagroda przypadła żyjącemu we Francji Walerianowi Borowczykowi za „Rozalie”.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Historia Roja a przegrana sprawa

Przywykliśmy w Polsce wychwalać bohaterów, którzy oddając życie dla idei ponieśli klęskę, ale zwyciężyli moralnie. Tłamszeni kołem propagandy dopiero od niedawna zaczynamy odkrywać tożsamość narodową a martyrologia stopniowo zanika z narracji. Natomiast o tym, jak należy interpretować przeszłe wydarzenia coraz częściej decydują duże pieniądze.

4. marca do kin trafia długo wyczekiwana produkcja. „Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać” to opowieść o losach Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. „Rój”, który aż do 1951 roku stawiał opór sowietyzacji Polski. Prowadził akcje zbrojne przeciw komunistom, sprzeciwiał się sfałszowaniu wyborów i zalegalizowaniu ich reżimu. Dla niego wojna nie zakończyła się wraz z kapitulacją III Rzeszy, gdyż równolegle trwał okres represji dla działaczy niepodległościowych. Polskie podziemie zwalczano pod pozorem walki z dywersją niemieckiego Werwolfu, którego akcje w propagandzie celowo wyolbrzymiano.

środa, 3 lutego 2016

Robert Rodriguez: Directing the Directors

The icon of independent filmmaking doesn't slow down efforts for popularizing the craft. Maverick director Robert Rodriguez always shared his knowledge with others. And he is a keen student too. The newest example of this approach is his "Director's Chair" on El Rey Network - interviews with the most rebellious filmmakers on the planet.


Beside producing a fistful of 10-Minute-Film-School videos Rodriguez penned two books in the early nineties. These were the famed "Rebel without a Crew" - his journal from the time of filming "El Mariachi", which catapulted him to Hollywood. The second book titled "Roadracers: The Making of a Degenerate Hot Rod Flick" dealt with his less known first Hollywood picture starring Salma Hayek and David Arquette.

 

środa, 4 listopada 2015

WIDMO Jamesa Bonda


6. listopada polska premiera „SPECTRE”, czyli 24. odsłony przygód najsłynniejszego tajnego agenta. Poprzedni film o Bondzie pobił rekordy oglądalności zarabiając ponad miliard dolarów. Oczekiwania związane ze „SPECTRE” są więc tym większe. Szczególnie, że po pięćdziesięciu latach walk o prawa do wizerunku WIDMA na ekran powraciła najbardziej zbrodnicza organizacja na świecie (i nie tylko!).

W 1958 roku podczas podwodnych wypraw na wyspach Bahama Ivar Bryce zapoznał Kevina McClory z Ianem Flemingiem. McClory miał opinię obiecującego filmowca. Zależało mu na nakręceniu filmu przygodowego, w którym mógłby wykorzystać urok Bahamów, szczególnie w scenach podwodnych. Wkrótce pojawił się zarys fabuły autorstwa zaprzyjaźnionego Ivara Bryce’a, który gotów był zainwestować własne pieniądze w produkcję. W trakcie prac dołączył do nich Jack Wittingham a także inny przyjaciel Fleminga, prawnik Ernie Cuneo, który wspomagał go wcześniej pomysłami przy pisaniu „Goldfingera”. Cała piątka stworzyła nieformalną grupę Xanadu Productions, której celem było przeniesienie Jamesa Bonda na kinowy ekran. McClory zaproponował przedstawienie podwodnego świata oraz stworzenia geniusza zbrodni. Początkowo organizacją, z którą walczył Bond byli Rosjanie, następnie sycylisjka mafia, a w końcu syndykat składający się z różnych odszczepieńców o nazwie WIDMO. Scenariusz, w którym pojawił się Ernst Stavro Blofeld oraz WIDMO, powstał w trakcie dziesięciomiesięcznego okresu.

poniedziałek, 2 listopada 2015

SPECTRE – Bond powraca. Zawsze


„SPECTRE” kosztował ponoć 250 milionów dolarów a w ciągu tygodnia od światowej premiery zarobił ze sprzedaży biletów już 80 milionów. Czy zdoła pobić rekord miliarda dolarów wpływów osiągnięty wcześniej przez „Skyfall”? Póki co piosenka przewodnia Sama Smitha jako jedyna w bondowskiej historii trafiła na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów. Książka Michała Talarka „James Bond: SPEKTRUM filmowych interpretacji” przybliża więcej wyzwań dla producentów bondowskiej franszyzy, którą rozpoczęto ponad pięćdziesiąt lat temu.


Przed laty w poszukiwaniu magicznej formuły dla wyprodukowania złota alchemicy próbowali różnych metod. Dziś podobnie postępują wytwórnie filmowe, które pragną posiąść franszyzę mogącą okazać się żyłą złota. Szczególnie w XXI. wieku kinowe filmy w odcinkach stały się bardziej popularne. „Gwiezdne Wojny”, Opowieści Tolkiena, przygody Batmana, Spider-mana czy Harry’ego Pottera – to najbardziej zyskowne przykłady.

Nikt nie odniósł takiego sukcesu jak twórcy filmów o Bondzie, którzy już od ponad półwiecza posiedli sekret przemiany wybuchowych składników – takich jak egzotyczne miasta, atrakcyjne kobiety i zabójcze gadżety – na twardą walutę. Uwzględniając efekty inflacji bondowska franszyza jest najbardziej dochodową w historii kina a jej zyski w 2012 roku przekroczyły 13 miliardów dolarów.

poniedziałek, 26 października 2015

SPECTRE a początki Jamesa Bonda



Dziś w Londynie odbywa się królewska premiera „SPECTRE”, wyczekiwanej od trzech lat kontynuacji „Skyfall”. Scenarzyści sequela gęsto nawiązują do wątków z poprzednika. Ponoć wreszcie będzie okazja lepiej poznać pochodzenie agenta Jej Królewskiej Mości, którego dzieciństwo było dotąd ściśle tajne. Książka „James Bond: SPEKTRUM filmowych interpretacji” zawiera kilka poważnych tropów.

Życiorys powieściowego Bonda

Oglądając filmy uzyskujemy niewiele informacji biograficznych na temat agenta 007. Więcej okruchów możemy doszukać się czytając Fleminga. Rodzicami Bonda byli Szkot Andrew Bond i Szwajcarka Monique Delacroix (narodowości te odnajdujemy w powieści „Żyje się tylko dwa razy”). Fleming pisząc później o szkockim pochodzeniu inspirował się Seanem Connerym, który wbrew obawom pisarza spełnił jego wygórowane oczekiwania z nawiązką. Tymczasem imię i nazwisko matki Bonda pisarz zaczerpnął od pewnej Szwajcarki, z którą był niegdyś zaręczony.

Młody Bond dorastał w posiadłości Skyfall w Szkocji. Jego rodzice zginęli tragicznie podczas alpejskiej wspinaczki w Aiguilles Rouges koło Chamonix, a o ich wypadku poinformował go Kincade, opiekun domu. Po osieroceniu Bond zamieszkuje ze swoją ciotką Charmain we wiosce Pett Bottom pod Canterbury w hrabstwie Kent. Później - podobnie jak Fleming - Bond zostaje wyrzucony z Eton College, gdzie zdobył nagrody w zawodach atletycznych. Następnie uczęszcza do Fettes College, szkoły ukończonej przez swojego ojca. W tym samym czasie w ramach programu wymiany pobiera też nauki na Uniwersytecie Genewskim. Na wakacje jeździ do Kitzbühel w Austrii, gdzie jego mentorem jest Hannes Oberhauser, którego nazywał drugim ojcem.

piątek, 23 października 2015

James Bond: SPEKTRUM filmowych interpretacji

Moja najnowsza książka 
"James Bond: SPEKTRUM filmowych interpretacji"
 już w sprzedaży na Amazonie!

James Bond posiada zaskakującą zdolność przeżywania. Niezależnie od zmieniających się gustów widowni czy układu sił na arenie międzynarodowej. Od ponad półwiecza siódemka poprzedzona dwoma zerami to istotny element kultury popularnej i sprawdzony znak jakości gwarantujący niezapomnianą rozrywkę.

Publikacja zabiera Czytelnika w tematyczną podróż po świecie Jamesa Bonda, zarówno tym filmowym jak i zakulisowym. Autor przedstawia agenta 007 w kontekście towarzyszących mu kobiet, sojuszników, złoczyńców, gadżetów a także przybliża uwarunkowania historyczne składające na genezę postaci wykreowanej przez Iana Fleminga.

Treść obejmuje również liczne wyzwania stojące przed producentami najbardziej kasowej serii w historii kina. Autor na licznych przykładach przedstawia przeogromny wpływ franszyzy na przemysł rozrywkowy, nie zapominając o kontrowersyjnych produkcjach spoza oficjalnego kanonu.

To doskonały przewodnik dla rozpoczynających przeżywanie ekranowych przygód Jamesa Bonda, zaś dla jego fanów pozycja obowiązkowa!
KUP ON-LINE: zapłać w USD zapłać w EUR zapłać w GBP  zapłać w PLN

poniedziałek, 12 października 2015

Nie nasze niebo

Niebo to miejsce, które kojarzy nam się ze szczęściem, zasłużonym odpoczynkiem i wynagrodzeniem za życiowe trudy. Czy tak jest naprawdę? Tego nie wiemy, bo jak dotąd nikt stamtąd nie wrócił, by opowiedzieć jak jest w istocie. Póki co szukamy sobie namiastki nieba na obczyźnie. A że trochę obco – trudno. W końcu do odważnych świat należy.

Film Dariusza Gajewskiego „Obce niebo” to próba przybliżenia historii polskiej rodziny, która w poszukiwaniu szczęścia i dobrobytu wyemigrowała do Szwecji. Wiadomo, skandynawskie państwo opiekuńcze, wysokie zarobki, poszanowanie jednostki, brzmi pięknie. Żeby było jeszcze piękniej reżyser i współautor scenariusza umieszcza parę emigrantów małym sielskim miasteczku na północy kraju. To niestety tylko potęguje nieporozumienia na tle kulturowym. Okazuje się, że nadgorliwość państwa opiekuńczego jest gorsza od faszyzmu. W efekcie kilkuletnia Ula zostaje rodzicom odebrana przez opiekę społeczną. Czy rodzina odzyska córeczkę, czy też trafi ona do adopcji, podobnie jak 10 tysięcy innych dzieci rocznie?

wtorek, 29 lipca 2014

Always going forward – interview with Kathleen McInnis

Kathleen McInnis is a Film Festival Strategist and Publicity Consultant, specializing in World Cinema, Documentary and Short Films. She offers flexible fee structures, personalized service and expert guidance to films using the festival circuit as their launch. McInnis is currently the Film Curator and Director of Industry Programming at Palm Springs ShortFest. In 2014 she attended Off Camera Festival in Cracow where she gave a lecture on festival strategies.

I've heard what you said about the festival strategies in your workshop, but what kind of strategy would you recommend for an emerging filmmaker actually? For instance: I have done the film, it’s in the can, or on the disc, and now I’m looking for the right festivals to present the work.

This is a very good question and it’s complex too. The thing I suggest first for a filmmaker: Process it in three months' chance. When you finished the film, you made a list of what you want from your festival experience for yourself. And how you think your film will help you to achieve it. You look at the calendar. You seek for what are the best festivals, the greatest chance to give you what you want.

So – as for a filmmaker - my list of priorities is: I really want coverage in trade publications on my film. I really need a trade review. I need to sell my film. I look at the calendar and what deadlines I have to fulfill. Where the trade industry attends and they review from that screening. Where I have the chance to be in competition. Where is the festival? I have the chance to have it. This is how I would narrow the number of 5 thousand festivals.

wtorek, 1 lipca 2014

„The Echoes of Love” - recenzja książki


Hannah Fielding więcej miejsca niż na rozwój miłosnej historii poświęca powolnemu opisywaniu miejsc, przedmiotów i zwyczajów. Jest to więc pewna forma przewodnika po Wenecji i Toskanii, gdzie towarzyszą nam połączona gorącym uczuciem para bohaterów.

Książka została opublikowana w grudniu zeszłego roku a jej estetyczna okładka wyjątkowo przyciąga oko. Poszukiwaczki nie tylko książkowych wrażeń oraz miłośniczki Italii powinny być zachwycone.

Powieść ma intrygujący początek a wydarzenia opisane na okładce zawiązują akcję już na pierwszych stronach. Pochodząca z Wielkiej Brytanii główna bohaterka o imieniu Venetia, od lat mieszka w Wenecji, gdzie pracuje przy renowacji zabytków. W czasie karnawału ulega niebezpiecznemu zdarzeniu i poznaje tajemniczego Paola. Włoski amant odtąd będzie się wciąż przewijał przez jej życie – bądź w realnych wydarzeniach, bądź w jej wyobrażeniach. Dla spragnionych ucieczki od realnego życia autorka kreśli żywy, kolorowy i bogaty styl życia, w którym bohaterowie jadają zawsze w najlepszych lokalach, otaczają się luksusowymi przedmiotami i obracają w środowisku arystokracji ery Berlusconiego.

środa, 23 kwietnia 2014

Stanley Kubrick w Krakowie

W marcu 2014 mija 15. rocznica śmierci genialnego reżysera, co jest okazją do gruntownego zapoznania się z jego twórczością. W krakowskim Muzeum Narodowym rusza specjalna wystawa, na festiwal Plus Off Camera zawitają Christiane Kubrick i Jan Harlan, którzy będą towarzyszyć pokazom filmów reżysera, a Jan Harlan dodatkowo w ramach warsztatów dla filmowców poprowadzi wykład "Sztuka produkcji filmowej to oksymoron". Dla tych, którzy będą chcieli pogłębić wiedzę wydawnictwo Axis Mundi przygotowało polską edycję książki "Stanley Kubrick. Rozmowy", której autorem jest Gene D. Phillips. Premiera książki nastąpi niemal równocześnie z otwarciem wystawy.

środa, 8 stycznia 2014

Spielberg w świecie klocków LEGO

Już za miesiąc do kin trafi pełnometrażowa animowana produkcja spod znaku duńskich klocków pt. "LEGO Przygoda". Jej bohaterem ma być zwykły ludzik, który przypadkowo został wzięty za kogoś innego - opis fabuły brzmi prawie jak z filmu Hitchcocka, a postaciom głosu użyczyli takie sławy Will Ferrell, Morgan Freeman czy Liam Neeson. Nie jest to jednak pierwsza próba łączenia LEGO z przemysłem filmowym. Przed dekadą w sprzedaży ukazało się kilka zestawów zabawek z serii Studios, której patronem został sam Spielberg.
W skład produktu oprócz typowych klocków wchodziła miniaturowa kamera wideo oraz program do montażu na płycie CD. Jeden z największych zestawów oferował parodię sceny z San Diego z filmu "Jurrasic Park: Zaginiony świat", którą można było odtworzyć własnie za pomocą klocków. Rozstępująca się ziemia i zawalające się wieże pod wpływem ataku dinozaura można było filmować z dowolnych ustawień kamery. Następnie metodą animacji poklatkowej tak wykonane zdjęcia przenoszone były do komputera, gdzie ożywały za pomocą specjalnego programu do montażu, który posiadał bibliotekę klipów audio i wideo. Wśród zabawek na planie filmowym można było odnaleźć obok sprzętu i ekipy figurkę samego Spielberga, który swoim nazwiskiem reklamował również dodany do zestawu podręcznik reżysera.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Nieśmiertelna formuła Jamesa Bonda

Przed laty w poszukiwaniu magicznej formuły dla wyprodukowania złota alchemicy próbowali różnych metod. Podobnie dzisiaj postępują filmowcy, którzy pragną stworzyć serię filmów mogącą okazać się żyłą złota. Nikt jednak nie odniósł takiego sukcesu jak twórcy filmów o Bondzie, którzy już od ponad półwiecza wciąż sprzedają na nowo tę samą historię.


Sequele filmów przygodowych jeśli nie są odpowiednio modyfikowane to już po paru częściach zaczynają nużyć. Producenci Broccoli i Saltzman - dysponujący prawami do niemal wszystkich opowiadań Iana Fleminga - od początku zakładali, że nie skończy się na jednym filmie. Aby zwiększyć szanse na sukces do roli reżysera zaangażowali weterana filmów wojennych, Terence’a Younga, który znakomicie się wywiązał z powierzonego mu zadania. Po projekcji „Doktora No” z gratulacjami zadzwonił do niego sam Orson Welles. Oznajmił też, że jego film zmienił gramatykę kina, lecz inni będą próbować imitować jego styl i wkrótce będą robić to lepiej. Twórca rewolucyjnego „Obywatela Kane’a” wiedział co mówił – pięć lat później sam wziął udział w niezbyt udanej parodii przygód Bonda pt. „Casino Royale”, która obok innych „podróbek” takich jak „Operacja Kid Brother” próbowała zdyskontować sukces agenta 007. Filmy z Bondem jednak faktycznie wpłynęły na gatunek kina przygodowego tworząc podwaliny pod późniejsze hity Arnolda Schwarzeneggera czy Bruce’a Willisa.

W CIENIU ARCHETYPÓW CARLA JUNGA
Profesjonalni scenarzyści są dobrze zaznajomieni z ideą Monomitu zaproponowaną przez Josepha Campbella. W swej książce „Bohater o tysiącu twarzy” antropolog przekonuje, że do prostej struktury o przygodzie można sprowadzić każdą historię, tak jak robili to przed wiekami nasi przodkowie przy ognisku. Bohaterów z kolei można przyporządkować do postaci archetypów istniejących w każdej kulturze. Campbell - na podstawie indukcyjnej analizy opowieści z różnych zakątków świata a także badań Carla Junga - zaproponował „Podróż bohatera” jako uniwersalny wzorzec opowieści. Pod model ten można dopasować większość współczesnych filmów, nie tylko rozrywkowych. Filmy z serii „Gwiezdnych Wojen” czy „Indiany Jonesa” (który był spielbergowskim odpowiednikiem Bonda) są najwierniejszym przeniesieniem tej teorii na ekran. Szczególne miejsce w ramach Monomitu znalazła dla siebie struktura filmów o Bondzie, charakteryzująca się specyficzną formułą. [...]

wtorek, 12 listopada 2013

Mistrzowie reżyserii: Ridley Scott

Ridley Scott to twórca o wyjątkowej wrażliwości artystycznej, a nastrój wizualny ma dla niego nie mniejsze znaczenie niż przesłanie kręconego filmu. Łącząc umiejętnie walory rozrywkowe z wyjątkową estetyką wciąż potrafi zapewnić prawdziwie filmowe emocje. Jego najnowszy film „Adwokat” zapowiada się równie atrakcyjnie.


OD REKLAM PO SUKCES W CANNES
Urodzony w Anglii Ridley Scott już od najmłodszych lat interesował się sztuką. Studiował grafikę i malarstwo, co miało duży wpływ na jego twórczość filmową. Jednak nim trafił do świata filmu założył własną firmę produkcyjną, gdzie wraz z Alanem Parkerem i swoim bratem Tony’m Scottem kręcił reklamówki. Praca przy ponad dwóch tysiącach spotów zapewniła mu niezbędny warsztat, a tworząc je pod określoną publiczność nadal mógł eksperymentować z ich formą. Jego filmy dla takich marek jak Chanel, Marlboro czy inspirowana orwellowskim „Rokiem 1984” reklama Apple przysporzyły mu wiele nagród i wyrobiły reputację perfekcjonisty.

niedziela, 20 października 2013

Znasz to imię, znasz ten numer

czyli znaki rozpoznawcze filmów o Bondzie

Niezwykle trudno jest stworzyć markę rozpoznawalną na całym świecie, lecz producentom filmów o przygodach agenta 007 ta sztuka udała się znakomicie. Już sam kryptonim szpiega stał się znakomitym znakiem towarowym, który pomaga sprzedawać ubrania, perfumy czy zabawki. Filmy o Bondzie stanowią wręcz benchmark dla innych produkcji kina przygodowego. Obok złoczyńców o megalomańskich skłonnościach, kobiet z kontrowersyjnymi imionami czy zaskakujących gadżetów istnieje parę elementów, na które widzowie wyczekują z utęsknieniem, a bez których trudno wyobrazić sobie film o Bondzie.


007
Numer agenta z licencją na zabijanie wymyślony przez Fleminga stał się tak cenny, że Saltzman i Broccoli uruchamiając produkcję serii stworzyli oddzielną firmę Danjaq, która miała strzec praw autorskich do znaków towarowych. Graficzna reprezentacja tego numeru wraz z towarzyszącym jej pistoletem stała się logiem dla wielu produktów poza filmami, a jego realną wartość marketingową ciężko nawet oszacować.
Znak ten towarzyszy również kampaniom reklamowym filmów, bywa że jest na nim opisywany tytuł poprzez wykorzystanie litery „o” jako substytutu cyfry O (jak w przypadku „Quantum of Solace” czy dokumentu „Everything or Nothing”). W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych mnożyły się podróbki filmów szpiegowskich próbujące wykorzystać ten kryptonim, czego w Polsce efektem był serial „07 zgłoś się”. Producenci starali się jednak dbać o swoje interesy i blokowali wszelkie tytuły mogące sugerować produkt bondopodobny. W końcu Bond jest tylko jeden. To dlatego po sześciu latach przerwy w kampanii reklamowej „GoldenEye” wykorzystano hasło: Znasz to imię, znasz ten numer. Fani wiedzieli o jakie imię i numer chodzi.

niedziela, 6 października 2013

Mistrzowie reżyserii: Roman Polański

Polański to światowej klasy reżyser, który płynnie porusza się między różnymi gatunkami kręcąc filmy po polsku, francusku i po angielsku. Jego życie prywatne niestety zbyt często przesłania filmowe dokonania wśród których jest parę arcydzieł. Niedawno skończył 80 lat a jego najnowszy film – „Wenus w futrze” – to kolejna eksploracja drzemiących w ludziach mrocznych pragnień.


Początki talentu
Roman Polański urodził się jako Raymond Liebling w Paryżu choć od najmłodszych lat mieszkał w Polsce. W czasie II wojny światowej trafił do żydowskiego getta, a później kiedy ukrywał się na wsi zmienił swoje nazwisko. Tragiczne doświadczenia z getta i śmierć matki w Auschwitz miały duży wpływ na kształtowanie się jego osobowości. Być może z tego powodu jego filmy oferują pesymistyczną wizję świata, a ich bohaterowie uwikłani są w relacje dominacji i uległości. Jeszcze w czasie wojny zakochał się w kinie, a czytania uczył się oglądając niemieckie filmy z napisami. Kiedy podrósł jego ambicje artystyczne pchnęły go w kierunku Liceum Plastycznego. Jako obiecujący aktor trafił do radia, a stamtąd do ekipy Andrzeja Wajdy i przełomowego pokolenia tworzącego Polską Szkołę Filmową. Towarzyszył ekipie jako chłopiec na posyłki i z bliska obserwował jak się robi kino. W następstwie zaczął studia na łódzkiej Filmówce, gdzie nakręcił etiudy zapowiadające pojawienie się artysty o nieprzeciętnej wyobraźni. Nie udało mu się zdobyć dyplomu szkoły, ale za to jego pełnometrażowy debiut należy do najgłośniejszych polskich filmów.